Rzadko zdarza się, by ktoś zasłużył sobie na miano pioniera w tej samej dziedzinie, ale na dwóch różnych obszarach. Wyjątkiem od tej reguły jest George Anderton, całkiem słusznie nazywany pionierem fotografii zachodniej Kanady. Był pierwszym stale mieszkającym fotografem w Saskatchewanie, a następnie raz jeszcze zasłużył sobie na miano pioniera fotografii, tym razem na terenie Alberty.

George Anderton urodził się w 1848 roku w angielskim mieście Leeds. Wyemigrował do Kanady gdzieś w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku, a na jego pierwszy kanadyjski ślad natrafiamy na liście pracowników zatrudnionych przez agenta montrealskiej West Canada Mining Company. Wkrótce potem Anderton wstąpił do rodzącej się kanadyjskiej policji – North West Mounted Police. W ramach służby otrzymał on skierowanie do Fort Walsh, kolebki policji na preriach i centrali NWMP.

Region Cypress Hills był od wieków centrum aktywności na preriach. Przed przybyciem białych, na obszarze tym ścierali się w krwawych walkach członkowie rodzimych plemion Assiniboine, Saulteaux, Sarcee, Piegan i Czarnych Stóp. Gdy powstały Stany Zjednoczone, w rejonie Cypress Hill pojawili się handlarze i myśliwi polujący na bizony. Trafiali się też członkowie plemion Siuksów i Kri, uciekający przez amerykańską armią, usiłującą osadzić ich w rezerwatach. Obok fortu policji NWMP wyrosło prędko centrum handlowe i komunikacyjne. Było to w końcu lat siedemdziesiątych XIX wieku jedno z najbardziej ruchliwych miejsc na zachodzie Kanady.

W Fort Walsh spotkali się między innymi wódz Sitting Bull i amerykański generał Alfred Terry, który usiłował przekonać Siuksów do powrotu na terytorium USA. Spotkanie 17 października 1877 roku, w przerwach między obradami, starannie i dokładnie sfotografował właśnie George Anderton. W półtora roku później, zakończywszy służbę w NWMP, George Anderton osiadł na dobre w Fort Walsh jako lokalny fotograf. W rok później przeniósł się do Fort Benton, gdzie zawiązał spółkę z kolejnym nowym przybyszem na prerie, Williamem Culverem. Razem mogli sobie pozwolić na większe zaplecze techniczne, a także łatwiej im było objeżdżać rozległe tereny.

George Anderton, jak wynika z dokumentów, nie był wówczas człowiekiem skłonnym do osiedlenia się w jednym miejscu. Z Fort Benton wrócił do Fort Walsh, potem przeniósł się do Maple Creek, a w maju 1883 roku już można znaleźć wzmiankę o nim w lokalnej gazecie miasteczka Medicine Hat, by latem odwiedzić Fort Macleod, gdzie nareszcie znalazł swoje miejsce do końca życia.

Tutaj do George’a Andertona, już renomowanego fotografa prerii, dołączył brat Alfred. Razem wyruszyli fotografować przełęcz Crow’s Nest i inne uroki Gór Skalistych. Ich prace coraz częściej zdobiły kolejne wydania lokalnej prasy, co wdzięczny wydawca „The Macleod Gazette” odnotował na łamach swojego pisma stwierdzając przy okazji: „Fotografie są wyjątkowo wyraźne, zrobione na przełęczy Crow’s Nest Pass i ukazują najpiękniejsze miejsca tego rejonu”.

Bardzo niewiele śladów działalności George’a Andertona pozostało z roku 1885, co jest o tyle zadziwiające, że był to na preriach rok znamienny, rok rebelii. Z niezrozumiałych i nieznanych nam przyczyn George Anderton nie wykorzystał tej niesamowitej szansy uwiecznienia historycznych wydarzeń. Pozostał – o ile wiadomo – w Fort Macleod i nie utrwalił nic więcej poza kilkoma zdjęciami lokalnego oddziału milicji Rocky Mountain Rangers. Zdjęcia wyszły jednak na tyle dobrze, że aż dwa z nich posłużyły jako ilustracja w pośpiesznie redagowanym czasopiśmie „Canadian Illustrated War News”.

Po latach pracy w Saskatchewanie i Albercie, George Anderton dorobił się sporej reputacji i renomy. Trudniej jednak było o dochody. Klienci zakładu fotograficznego rzadko kiedy płacili za zdjęcia, a skąpe jeszcze i także niezamożne czasopisma też nie mogły być traktowane jako godne zaufania źródło utrzymania. Nic więc dziwnego, że szukając lepszego sposobu na utrzymanie się przy życiu, George Anderton przekazał zarząd studia fotograficznego bratu, a sam otworzył bardziej dochodowy interes – saloon. Czego jak czego, ale napojów alkoholowych na preriach nigdy nie brakowało i zapotrzebowanie na nie zawsze też było duże.

Zimą 1885 roku nad miasto Fort Macleod nadeszła wyjątkowej siły burza. Wśród zniszczonych zabudowań znalazło się też studio fotograficzne braci Anderton. Odbudowanie zakładu zajęło im niemal rok. Z 25 września 1886 roku pochodzi pierwsza z nowej serii fotografia – czterech plemiennych wodzów zaproszonych przez władze na wycieczkę po wschodniej Kanadzie w zamian za powstrzymanie swoich plemion od udziału w rebelii. Odjazd delegacji wodzów z tłumaczem i w eskorcie sierżanta NWMP z Fort Macleod sfotografowali bracia Anderton.

W miarę upływu czasu fotograf George Anderton zwracał coraz większą uwagę na sprawy bardziej dochodowego lokalu z wyszynkiem. Nie poprzestał na sprzedaży, lecz rozwijał także browar. Jak informuje znana już „Macleod Gazette”, jego piwo Bitter Ale zalecane było osobom chorym i cierpiącym, a Anderton’s Extra Stout nadało podobno nowe znaczenie określeniu „woda ognista”. Im lepsze piwo warzył fotograf Anderton, tym bardziej burzliwym i niespokojnym miastem robił się Fort Macleod, co wcale nie nastrajało dobrze lokalnych władz do właściciela saloonu. Rada miasta postanowiła wprowadzić zakaz sprzedaży piwa i George Anderton w kwietniu 1889 roku musiał wrócić do swojego pierwszego zawodu – fotografii.

Zmiana profesji ograniczyła też zainteresowanie lokalnej prasy jego poczynaniami i bardzo niewiele wzmianek o jego działalności w ostatniej dekadzie XIX wieku daje się dzisiaj odnaleźć w dokumentach. Gdy znowu zwrócił na siebie uwagę w październiku 1904 roku, był już znany nie tyko z wykonywania nowych fotografii, ale także jako źródło zdjęć ludności rodzimej i osady Fort Macleod z dawnych pionierskich lat. Fotografia nadal jednak nie była jeszcze zajęciem intratnym i kroniki miasta Fort Macleod notują, że w 1906 roku George Anderton nie był w stanie uiścić rachunku na sumę 27 dolarów wystawionego przez Hudson’s Bay Co. Jeszcze przez kilka lat usiłował budować swoją fortunę, ale w końcu w 1913 roku zmarł w szpitalu w Macleod w wieku 65 lat, niemal bez grosza przy duszy.

Pozostała po nim jedna z najbogatszych w dziejach dokumentacji historycznej kolekcja fotografii autentycznych przedstawicieli ludności rodzimej. Za czasów George’a Andertona biali ludzie nadal uważali ich za ludzi dzikich, ale on sam wykazał wspaniały talent do utrwalenia ginącego obrazu. Jego fotografie przedstawicieli ludności rodzimej sporządzane w studio urzekają głębią wyrazu; fotografie sporządzane przez niego w naturalnych plenerach mają wyjątkowo autentyczny charakter. Dzięki Andertonowi zachował się obraz, którego nikt nie potrafił adekwatnie opisać. Pozostaje żałować, że ten wrażliwy i przedsiębiorczy fotoreporter musiał chwytać się tylu innych zajęć, by przeżyć, co z taką szkodą odbiło się na niepowtarzalnej dokumentacji zanikającego zjawiska.