James Knight zaangażował się do Kompanii Zatoki Hudsona w charakterze zwykłego stolarza w 1676 roku. Przez czterdzieści lat budował starannie swoją karierę w tej firmie, już po sześciu latach sięgając po stanowisko głównego faktora w placówce Fort Albany na brzegu zatoki James Bay. Pracował ciężko, ale i skutecznie. Piął się w górę po szczeblach kompanijnej hierarchii i potrafił – w odróżnieniu od wielu ciężko pracujących jej faktorów – dorobić się w tej służbie całkiem niezłego majątku. W 1697 roku zdołał nawet zakupić pewną ilość akcji kompanii, aż wreszcie w 1711 roku został włączony do grona członków londyńskiego zarządu firmy. Był wówczas pierwszym z dyrektorów Kompanii, który na stałe rezydował poza granicami Anglii.

W kanadyjskiej historiografii nazwisko Jamesa Knighta najczęściej przywoływane bywa w związku z biografią kobiety z plemienia Chipewyan imieniem Thanadelthur. Jeszcze jako młoda dziewczyna została ona ujęta przez wrogie plemię Kri, ale zdołała wkrótce uciec i trafiła w końcu do służby faktora Jamesa Knighta jako tłumaczka. Młoda kobieta opowiadała swojemu pracodawcy wiele historii o jej rodzinnych stronach, w tym o pokładach „żółtego metalu” u ujścia rzeki Coppermine. Wśród jej opowieści była też relacja o szerokim paśmie otwartej, wolnej od lodu wody wzdłuż północnych terenów zamieszkałych przez jej plemię. Dla Jamesa Knighta historie i opowieści Thanadelthur miały jedno tylko wytłumaczenie – oto człowiek, który na własne oczy widział poszukiwane przez wszystkich odkrywców Przejście Północno-Zachodnie, wiodące wokół północnego krańca kontynentu amerykańskiego do skarbów Dalekiego Wschodu Azji.

Thanadelthur umarła, zanim zdążyła spełnić swoją obietnicę, że zaprowadzi kiedyś jej pracodawcę i pokaże mu osobiście pokłady „żółtego metalu” i „czarnej smoły”, jak również nad brzeg falującej przypływami wody. Czy rzeczywiście opowieści Thanadelthur były oparte na jakichś rzeczowych informacjach, jakie kobieta zebrała w swoim życiu, czy też były to złudne opowieści kogoś, kto chce znaleźć drogę w rodzinne strony – nie wiadomo i nigdy już ta tajemnica nie zostanie wyjaśniona. Pozostaje podkreślić jednak, że istnieją podstawy, by sądzić, że wiedziała ona coś o złocie Jukonu i atabaskańsich pokładach roponośnych piasków. A Przejście Północno-Zachodnie?

Podekscytowany relacjami Thanadelthur, James Knight pospiesznie ruszył do Londynu, by zorganizować jeszcze jedną wyprawę odkrywczą. Zdołał namówić żądnych nowych zysków dyrektorów Kompanii i otrzymał pod swoje dowództwo dwa niewielkie statki – osiemdziesięciotonową fregatę „Albany” i czterdziestotonowy bryg „Discovery”. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że James Knight był już wówczas nie tylko czynnie uprawiającym ten zawód faktorem, ale i szacownym dyrektorem, a na dodatek liczył sobie wówczas niemal osiemdziesiąt lat!

A jednak „Albany” i „Discovery” wyruszyły w 1719 roku w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego oraz pokładów złota u ujścia rzeki Coppermine. Wyruszyły i zaginęły. Ani statki, ani ich załoga z wiekowym Jamesem Knightem nigdy nie powróciły do znanych angielskim żeglarzom portów.

I oto pierwsza dziwna sprawa wokół tej wyprawy. Gdy nieco później zaginęła na Dalekiej Północy ekspedycja Johna Franklina, na jej ratunek wysyłano statek za statkiem, ekspedycję za ekspedycją. Poszukiwania śladów i próby wyjaśnienia losów tej wyprawy pochłonęły olbrzymie środki i przez lata całe budziły ogromne zainteresowanie opinii publicznej losem wyprawy. A w przypadku Jamesa Knighta – cisza.

Minęło 48 lat, zanim pierwsze informacje o ewentualnych losach zaginionego osiemdziesięcioletniego odkrywcy dotarły do rąk kanadyjskiej opinii publicznej za sprawą innych pracowników Hudson’s Bay Company – wielorybnika Jamesa Stevensa i jego pierwszego oficera Samuela Hearne’a, który miał później sam zapisać się chlubnie w dziejach kanadyjskich odkrywców. Dzięki pomocy ludności inuickiej odnaleziono ślady zaginionej ekspedycji Jamesa Knighta na wyspie Marble Island.

Z relacji inuickich wynika, że sztorm wyrzucił statki na brzeg, a ich załogi utknęły na wyspie. Po przezimowaniu, z grupy kilkudziesięciu członków załóg obu statków pozostało przy życiu zaledwie około dwudziestu osób. Po kolejnej zimie – liczba rozbitków na arktycznym pustkowiu spadła do dwóch. Wychodzili podobno na brzeg wyglądając ratunku, ale nie wiedzieli, że nikt ich nie szuka i nikt nie spieszy im z pomocą. W końcu jeden z nich zmarł z wycieńczenia, a drugi – z nadmiernego wysiłku, gdy kopał grób swojego towarzysza.

Okoliczności zaginięcia ekspedycji Jamesa Knighta są jedną z większych i do dzisiaj do końca niewyjaśnionych tajemnic badań geograficznych Dalekiej Północy. Dlaczego dobrze przygotowana ekspedycja pod dowództwem doświadczonego, znającego ten teren i warunki życia w nim faktora HBC, zakończyła się tak tragicznie? Dlaczego nikt nie przejawiał ochoty na poszukiwanie rozbitków? Co istotnie stało się z członkami ekspedycji, skoro groby odnalezione przez Samuela Hearne’a zawierały – jak się okazało po szczegółowych współczesnych badaniach archeologicznych – ciała Inuitów lub też pochodziły z lat późniejszych niż ekspedycja Jamesa Knighta?

A przede wszystkim – dlaczego rozbitkowie pozostali na Marble Island? To wyspa położona stosunkowo blisko lądu, zaledwie o cztery dni drogi od znanej Jamesowi Knightowi faktorii w dzisiejszym Churchill. Dlaczego ekspedycja pozostała na wyspie? Dlaczego nie podjęto próby ratowania życia i dotarcia do „cywilizacji”? Czy przebieg wydarzeń ma może jakiś związek z historycznie udokumentowaną wrogością wobec Jamesa Knighta ze strony innego zasłużonego odkrywcy, Henry Kelseya?

Tymczasem nikt nie potrafi odpowiedzieć na te pytania. Wiadomo natomiast, że tragiczny los ekspedycji Jamesa Knighta miał jeden wyraźny skutek – Kompania Zatoki Hudsona na długo zarzuciła wszelkie próby prowadzenia i stymulowania odkryć geograficznych i dalszej ekspansji swojej działalności poza wybrzeże samej uwiecznionej w nazwie spółki Zatoki. Inicjatywa w poszukiwaniu nowych źródeł cennych futer na długi czas przeszła w ręce kupców z Montrealu, co pozwoliło na powstanie całego systemu handlu futrami wykorzystującego nie nadmorskie faktorie, ale kanu i „coureurs de bois”, a w efekcie zrodziło legendę kanadyjskiego interioru.