Od dzieciństwa w Garwolinie do emerytury w pobliżu parku Algonquin; od szkoły lotniczej w Dęblinie po laury najwybitniejszego pilota-oblatywacza Kanady i nagrodę McKee – najwyższy honor, jaki może uzyskać kanadyjski lotnik – oto niezwykła droga Jana Żurakowskiego, lotnika kampanii wrześniowej i Bitwy o Anglię, naczelnego pilota-oblatywacza kanadyjskich zakładów Avro, budowniczych rewelacyjnego myśliwca naddźwiękowego Arrow.

Jan Żurakowski siadł za sterami samolotu w wieku piętnastu lat. Później służył w polskim lotnictwie jako instruktor dęblińskiej szkoły i jako lotnik pułku myśliwskiego stacjonującego we Lwowie. Po kampanii wrześniowej zbiegł do Anglii i tam wziął udział w zmaganiach Bitwy o Anglię, między innymi jako dowódca polskiego dywizjonu myśliwskiego 316, odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Po wojnie pracuje w lotnictwie brytyjskim jako oblatywacz większości myśliwców RAF oraz samolotów brytyjskiej i amerykańskiej marynarki wojennej. Na maszynie Gloster Meteor Żurakowski prezentuje w 1951 roku nową figurę akrobatyczną – pierwszą nowość w dziedzinie akrobatyki lotniczej od 20 lat. Charakterystyczne jest jednak jego podejście do tego wyczynu – zanim spróbował wykonać manewr w powietrzu, wyliczył wszystkie jego istotne elementy na suwaku logarytmicznym i na wykresach.

W 1952 roku Żurakowski wyjeżdża z Anglii do Kanady i zostaje pilotem oblatywaczem Avro Aircraft w Toronto. Dostaje do wypróbowania myśliwiec CF-100 – pierwszy myśliwiec przechwytujący całkowicie kanadyjskiej konstrukcji, na którym Żurakowski pokonuje barierę prędkości dźwięku.

Piloci-oblatywacze to wyjątkowi specjaliści – ich zadaniem jest latać na samolotach nieznanych w eksploatacji, niedopracowanych. Mają sprawdzać konstrukcję wymyśloną w teorii, lecz nieokreśloną w praktyce. Mają ryzykować swoim życiem, by przyszli użytkownicy samolotów mieli pewność, że konstrukcja jest maksymalnie bezpieczna. Pilot-oblatywacz to wieczny ryzykant, ale Jan Żurakowski, wybitny kanadyjski oblatywacz, podchodził do swej pracy inaczej – zanim na cokolwiek zdecydował się w powietrzu, wykorzystywał swą wiedzę i swe olbrzymie doświadczenie, by wychwycić jak najwięcej cech samolotu zanim zasiądzie za jego sterami.

W marcu 1958 roku Jan Żurakowski wystartował z lotniska w Malton na pokładzie nowej konstrukcji kanadyjskiego przemysłu lotniczego – myśliwca przechwytującego CF-105 Arrow. Był to lot niewątpliwie historyczny w kronikach kanadyjskiego lotnictwa. Oto od ziemi oderwała się maszyna, która w zgodnej opinii fachowców była najnowocześniejszym i najlepszym ponaddźwiękowym samolotem myśliwskim owych lat. Na pokładzie CF-105 Arrow znalazła się najnowocześniejsza aparatura nawigacyjna i łącznościowa i aparatura elektronicznego kierowania ogniem. Samolot był największym i najcięższym myśliwcem swego czasu, a jednocześnie – jak wskazywały próby pierwszych pięciu egzemplarzy – dobrze spisywał się w powietrzu. Dziesięć tysięcy pracowników Avro Aircraft w Toronto witało Żurakowskiego na płycie lotniska Malton po udanym zakończeniu dziewiczego lotu nowej maszyny.

Nie wszystko w myśliwcu CF-105 Arrow grało jednak tak, jak wymagało tego zamówienie kanadyjskiego lotnictwa wojskowego. Dwa silniki Pratt and Whitney okazały się za słabe i samolot nie osiągał wyznaczonej prędkości. Była to jednak wada pierwszych pięciu prototypowych maszyn; szósta – niemal gotowa do startu – była już wyposażona w potężniejsze silniki Iroquois, również kanadyjskiej konstrukcji i produkcji. Zapowiadało się, że Kanada zbuduje wkrótce i będzie w stanie dostarczać na eksport krajom NATO nieporównywalnej jakości maszynę – na dodatek wyposażoną w kanadyjskiej produkcji systemy elektroniczne Astra i kanadyjskie rakiety przeciwlotnicze Sparrow.

W lutym 1959 roku zapada jednak decyzja, o której znaczenie do dzisiaj prowadzone są spory. Program budowy myśliwca CF-105 Avro Arrow zostaje wstrzymany na dziesięć dni, zanim Jan Żurakowski zdoła wznieść w powietrze jego ulepszoną wersję z silnikami Iroquois. Kulisy tej decyzji są zawiłe i niewyjaśnione ostatecznie do dnia dzisiejszego. 13 tysięcy pracowników Avro Aircraft i Orenda Engines, konstruktora silników Iroquois, zostało zwolnionych z pracy. Część z nich zatrudniono następnie ponownie – do pocięcia na złom i zniszczenia sześciu prototypów maszyn. Zniszczeniu uległy też dziesiątki tysięcy rysunków konstrukcyjnych i planów samolotu. Nawet skrawek samolotu nie zachował się – chociażby do celów muzealnych. Avro Arrow – samolot, który(przeprowadzony przez rygorystyczne próby ręką Jana Żurakowskiego) miał szanse zmienić stan wyposażenia lotnictwa myśliwskiego państw NATO w najgroźniejszym okresie Zimnej Wojny – przestał istnieć.

Jan Żurakowski otrzymał niezwykle cenny puchar McKee Trophy za zasługi dla kanadyjskiego lotnictwa, w późniejszych latach jego nazwisko wpisano do rejestrów kanadyjskiej Izby Sławy lotnictwa, miasto Edmonton nadało mu swoje odznaczenie Order Lotu. Wybitny oblatywacz, człowiek, który jako pierwszy siadł za sterami Avro CF-105 Arrow odszedł na emeryturę i osiadł w ukochanym zakątku Ontario, na zasiedlonych niegdyś przez polskich imigrantów Kaszubach, w Barry’s Bay.