Trudno właściwie nazwać go Kanadyjczykiem. W jego czasach tylko rodzimi mieszkańcy tej części świata mogli ewentualnie pretendować do tego określenia. A jednak nazwisko ojca Hennepin, misjonarza i podróżnika, na zawsze związane jest z Kanadą, a przede wszystkim z jedną z największych atrakcji turystycznych Kanady – z wodospadem Niagary.

Urodzony w belgijskim mieście Ath Louis Hennepin był postacią niezwykłą. Od młodości targały nim sprzeczne emocje – chciał odizolować się od świata, więc wstąpił do zakonu. A jednocześnie, z pasją pochłaniał wszelkie opowieści (najchętniej marynarzy) o podróżach w nieznane krainy. Podobno nawet podsłuchiwał pod drzwiami marynarskich tawern, by wychwycić szczegóły opowieści o niesamowitych przygodach na morzach i oceanach. Wreszcie, jego pasja mogła się zrealizować w 1675 roku. Znalazł się w grupie pięciu misjonarzy wysyłanych przez zakon rekolektów do Nowej Francji. W podróży towarzyszył dwóm ludziom, o których też nie raz jeszcze świat usłyszy – pierwszemu biskupowi Quebeku, Francois de Laval i przyszłemu odkrywcy, Rene-Robertowi Cavelier de la Salle.

Fortuna sprzęgnie losy La Salle’a i Hennepina; dane im będzie razem podróżować po nieznanych Europejczykom zakątkach kontynentu, ale od pierwszego niemal spotkania dwaj podróżnicy szczerze się znienawidzili. Może dlatego, że ojciec Hennepin, nie całkiem w zgodzie z zaleceniami swego powołania, był człowiekiem gwałtownym i kłótliwym, chełpliwym i zawistnym o sławę podróżnika. W swych relacjach opublikowanych po powrocie do Europy umniejsza on zasługi La Salle’a, a podkreśla swoje. A jednocześnie, trzeba przyznać, że Louis Hennepin był człowiekiem odważnym, energicznym, gotowym na ryzyko związane z działalnością odkrywcy, a przede wszystkim – ciekawym cudów świata. Gdy, po trzech latach pobytu w misji Fort Frontenac na miejscu dzisiejszego miasta Kingston, Hennepin otrzymał polecenie towarzyszenia La Salle’owi w jego podróży w głąb amerykańskiego kontynentu, nie zastanawiał się ani chwili.

Plan wyprawy La Salle’a przewidywał, że część ekspedycji ruszy przodem i zbuduje fort oraz przystąpi do budowy statku nad brzegiem jeziora Erie. Louis Hennepin i piętnastu towarzyszy wyruszyli z Fort Frontenac na pokładzie małej, dziesięciotonowej brygantyny i wzdłuż brzegów jeziora Ontario 6 grudnia 1678 roku dotarli do ujścia rzeki Niagara. Stąd trzeba było posuwać się lądem. Przez ścianę porastających dzisiejsze Queenston Heights drzew widać było już wodny pył unoszący się znad potężnego wodospadu. Dwa dni później Louis Hennepin stanął nad brzegiem wyrytego przez rzekę przełomu i spojrzał na wodospad. Był pierwszym Europejczykiem oglądającym ów cud natury.

Wrażenie, jakie zanotował w swych relacjach, było potężne: „To straszliwy widok (pisze Louis Hennepin). Stojąc w pobliżu wodospadu i spoglądając w dół, człowiek odczuwa przerażenie, a głowa sama odwraca się nie mogąc spoglądać dłużej na to zjawisko.” Niemniej, misjonarz-odkrywca, pomodliwszy się się, zszedł po zboczu kanionu, by od dołu obejrzeć najpotężniejszy wodospad świata. Katarakta zrobiła na nim tak przemożne wrażenie, iż w swej relacji napisze później, iż pod lustrem spadającej wody zostaje tyle miejsca, iż przejechać tamtędy mogą cztery dyliżanse – oczywista przesada.

Trzeba jednak pamiętać, że wodospad Niagary, który dzisiaj oglądamy, to nie to samo, co przed ponad trzema wiekami widział Louis Hennepin. Ponad połowa wody toczonej przez rzekę omija dzisiaj wodospad napędzając turbiny obu elektrowni, po kanadyjskiej i po amerykańskiej stronie rzeki. Tak potężnego naturalnego zjawiska, jakie oglądał Hennepin, nie zobaczymy już nigdy – oto przywilej odkrywców.

Dalsze losy ojca Hennepin nie są już tak ciekawe i imponujące.

Po powrocie do Europy wydaje niezbyt rzetelną relację ze swej podróży, przypisując sobie czyny, których najprawdopodobniej nie dokonał. W opisie wodospadu Niagary też znacznie mija się z prawdą: podaje wysokość wodospadu ponad trzykrotnie większą niż w rzeczywistości, a w jego opisie otaczającego kataraktę krajobrazu pojawiają się nie wiadomo skąd góry. Europejska publiczność jest jednak zachwycona opisem, a książka Hennepina staje się natychmiastowym bestsellerem. Tylko w Nowej Francji nikt go za te nierzetelności nie szanuje. Szybko przylgnie tu do niego przydomek „un grand Menteur” – wielki kłamca. Na bardziej rzetelny opis wodospadu Niagary Europa będzie musiała poczekać niemal pół wieku, aż nad jego wody trafi szwedzki przyrodnik Pehr Kalm.

A ojciec Louis Hennepin, skłócony ze wszystkimi, łącznie z władzami swego zakonu, nie uzyska już nigdy zezwolenia na przyjazd do Kanady, zniknie z pola widzenia opinii publicznej i nawet miejsce lub data jego śmierci nie zostaną odnotowane.