Potężna rzeka Nowego Brunszwiku, Saint John, majestatycznie toczy swe wody przez tysiąc kilometrów terytorium prowincji. Wiodąca wzdłuż rzeki szosa – cześć autostrady transkanadyjskiej – oferuje raz za razem wspaniałe okazje do krótkiego postoju i zapatrzenia się w majestatyczne wody jednej z największych rzek kontynentu.

Dla większości turystów najbardziej znanym aspektem rzeki są słynne „wracające wodospady” u jej ujścia. Gigantyczne pływy Oceanu Atlantyckiego w zatoce Fundy sprawiają, że można tu obejrzeć niemal wyjątkowe w skali światowej zjawisko – rzekę zmieniającą kierunek nurtu co dwanaście godzin: raz płynie w kierunku morza, a raz wraca w głąb lądu, pchana potęgą morskiego przypływu. Takie właśnie wracające wodospady można jeszcze ujrzeć tylko w trudno dostępnym zakątku Alaski, nic więc dziwnego, że odwiedzający Nowy Brunszwik turyści pędzą do ujścia potężnej rzeki, omijając najczęściej po drodze jej inny, owiany legendą fragment.

Bieg rzeki jest w większości spokojny; tylko w rejonie Grand Falls geologia terenu sprawiła, że nurt rzeki Saint John przerywa kaskada. To Grand Falls – nazwa określająca zarówno współczesne miasto jak i olbrzymi wodospad naprawdę zasługujący na określenie „Grand”. Kaskada Grand Falls liczy sobie niemal trzydzieści metrów wysokości przy szerokości kanionu sięgającej półtora kilometra. Nie jest to więc jeszcze słynna Niagara, ale prawie.

Jak i z wodospadami na rzece Niagara z kaskadą Grand Falls wiąże się rodzima legenda, której uprzedmiotowienie obejrzeć można w lokalnym ośrodku informacji turystycznej. To legenda o Malabeam – indiańskiej kobiecie, której losy splątały się z wodospadem.

W języku lokalnego plemienia Maliset nazwa kaskady brzmi „Chik-un-ik-pe”, czyli „Niszczący olbrzym”. Wbrew pozorom, ów epitet „niszczący” nie odnosi się do samej potęgi kaskady.

Legenda o młodej kobiecie z plemienia Maliset imieniem Malabeam sięga czasów, gdy tereny dzisiejszego Nowego Brunszwiku zamieszkiwały głównie plemiona Maliset i Mikmak. Żyjące we względnej zgodzie plemiona prowadziły jednak wojnę na śmierć i życie z innym plemieniem ludności rodzimej – wojowniczych Mohawków z dorzecza rzeki św. Wawrzyńca. Legenda twierdzi, że pewnego razu niewiele brakowało, a ekspedycja wojenna Mohawków o mały włos przyłapałaby plemię Maliset w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Malisetowie wracali z jesiennych łowów w kierunku swoich głównych obozów w rejonie Meductic nad wodospadami kaskady.

Zanim jednak ekspedycja Mohawków dotarła nad wodospad, natknęli się oni na jedną rodzinę z plemienia Maliset, która zabłąkała się w trakcie polowania. Mohawkowie zabili wojownika i jego dziecko, ale pozostawili młodą kobietę imieniem Malabeam przy życiu, pragnąc skorzystać z jej znajomości terenu i posłużyć się nią jako przewodniczką.

Malabeam przyjęła zadanie i obiecała spełnić narzuconą jej rolę i doprowadzić chyłkiem wojowników Mohawków pod samo obozowisko swojego plemienia. Powołując się na swoją doskonałą znajomość terenu, Malabeam zasugerowała Mohawkom, by dotarli do celu na pokładach swoich wojennych kanu, a dla lepszego ukrycia się – by płynęli nocą. Kobieta gwarantowała bezpieczeństwo ekspedycji poruszającej się w obcym dla Mohawków terenie swoją znajomością rzeki i wszystkich jej tajemnic.

Łatwowierni – jak się miało okazać – Mohawkowie związali swoje kanu w jedną wielką tratwę i ruszyli w dół rzeki. Wkrótce ich uszom dobiegł odgłos kaskady, ale Malabeam zapewniła ich, że to wodospad u ujścia dopływu wielkiej rzeki i że nie ma powodów do obaw. Mohawkowie posłuchali jej, bo wszak nieco wcześniej Malabeam ostrzegła ich przed niewielkimi wodospadami Madawaska i starannie poprowadziła ich szlakiem okrążającym kaskadę tak, by nikomu nic się w nurcie rzeki nie stało. Mohawkowie doszli więc do wniosku, że Malabeam nie żywi wrogich uczuć wobec nich, mimo iż zamordowali jej męża i dziecko, albo też, że nie śmie nic przedsięwziąć z obawy przed karą.

Pewność siebie wojowniczych Mohawków nie pozwoliła im jednak wziąć pod uwagę pragnienia zemsty, jakie płonęło w sercu młodej kobiety z pokojowo zwykle nastawionego plemienia Maliset. Malabeam starannie zaplanowała swoją zemstę i ochronę swojego plemienia. Kanu Mohawków zdążały nieuchronnie w kierunku wielkiej kaskady „Niszczącego olbrzyma”, dryfując z nurtem rzeki niezdolne do manewrowania. By tym bardziej upewnić wrogów w poczuciu fałszywego bezpieczeństwa, mściwa przewodniczka ułożyła się do snu na dnie kanu.

Gdy już było za późno, gdy wojownicy Mohawków zapomnieli o czujności należnej na wyprawie wojennej, a ich kanu za bardzo zbliżyły się do kaskady, Malabeam nagle zerwała się z pozorowanego snu, wyskoczyła z kanu i sprawnie dopłynęła do brzegu. Stąd, w świetle księżyca, obserwowała ostatni akt dramatu – bezsensowną już walkę wioślarzy Mohawków z siłą rzecznego prądu. Cała wojenna wyprawa grabieżczego plemienia zginęła w nurtach wodospadu.

Legenda kończy się podkreśleniem, że w tym dopiero momencie Malabeam w pełni odczuła ból po zabitym mężu i zamordowanym przez Mohawków dziecku. Nocą rozświetloną księżycowym światłem błąkała się na drodze wiodącej do wioski uratowanego przez nią plemienia, aż – znaleziona przez współplemieńców – na rozkaz głównego wodza plemienia Maliset została otoczona staranną opieką po kres jej dni. Nigdy nie odzyskała jasności umysłu po swoich przeżyciach.

A są tacy, którzy twierdzą, że w oparach pyłu wodnego u stóp kaskady można jeszcze dzisiaj dojrzeć zarysy groźnych wojennych kanu Mohawków, albo usłyszeć jesienią bolesny jęk Malabeam. Chociaż inni twierdza, że jest to tylko zew kanadyjskiej gęsi „loon”.