W mało uczęszczanym przez turystów regionie Francji zwanym Perche w kościółkach dwóch niewielkich miasteczek widnieją witraże o tematyce kanadyjskiej. Ten zaskakujący fakt ma swoją dziwną historię, odzwierciedloną dzisiaj także w genealogii współczesnego Quebeku.

Perche to cześć francuskiego departamentu Orne, leżącego w odległości około 150 kilometrów na południe od Paryża. Daleko stąd do morza, daleko do granic Francji. Nic nie wskazuje, by i stąd wyruszyli na podbój nowych ziem jacyś osadnicy.

A jednak witraż w piętnastowiecznym kościele w Mortange au Perche dowodzi, że i tu znaleźli się chętni do podboju nowego kontynentu. Oto wizerunek grupy osadników opuszczających w 1662 roku port La Rochelle w drodze do Quebeku. Na pierwszym planie witrażu widać wyraźnie postać lidera ekspedycji. To Pierre Boucher, żołnierz i administrator kolonii, o dużej już reputacji w Nowej Francji. To on wyruszył z Mortange do kolonii w wieku trzynastu lat i jeszcze jako nastolatek pomagał jezuickim misjonarzom na obszarze Huronii, służąc im między innymi jako tłumacz. Potem został osadnikiem, ożenił się z hurońską dziewczyną, spłodził piętnaścioro dzieci, dorobił się funkcji gubernatora kolonii Trois Rivieres, a następnie wysłano go do Francji, by szukał chętnych do zaludnienia Nowej Francji. Wrócił więc w rodzinne strony i tu zwerbował około setki kolonistów.

Do Quebeku dotarło ich zaledwie czterdziestu, bowiem pogoda na Atlantyku nie sprzyjała ekspedycji. A jednak i ta garstka dała radę w Trois Rivieres, dzielnie walcząc z Irokezami. I te właśnie osiągnięcia Pierre Bouchera jako obrońcy kolonii utrwalono na witrażu w Mortange w jego rodzinnej Perche. Wydana w Paryżu w 1664 roku książka jego autorstwa „L’histoire veritable et naturelle des moeurs et productions du pays de la Nouvelle-France, vulgairement dite le Canada” to pierwszy tak obszerny i szczegółowy opis flory, fauny i ludności regionu i pionierska praca dokumentacyjna historii naturalnej kontynentu amerykańskiego. Za zasługi dla Nowej Francji król Ludwik XIV nadal Pierre Boucher, jako pierwszemu osadnikowi kolonii, tytuł szlachecki.

W późniejszym okresie organizator i obrońca Trois Rivieres założył kolejną kolonię w Boucherville, gdzie zmarł w końcu w 1717 roku w pięknym wieku 95 lat. Całkiem zasłużenie jego czyny uwiecznia witraż w dalekiej Francji, w kościele jego rodzinnego miasteczka.

Tak to w niewielkiej osadzie w środkowej Francji upamiętniono emigrację lokalnej ludności do dalekiej Nowej Francji przed trzema wiekami. Liczbowo, rejon Perche nie odegrał istotnej roli w zaludnianiu francuskiej kolonii na amerykańskim kontynencie. Pochodziło stąd zaledwie około czterech procent osadników, którzy zadomowili się na terenach dzisiejszego Quebeku. Większość mieszkańców tej prowincji współczesnej Kanady szuka swoich genealogicznych korzeni w zachodniej Francji, w Normandii, a także w departamencie Iles-de-France.

A jednak znaczenie rejonu Perche dla Quebeku jest niewspółmiernie wielkie. Dowodem na to chociażby częstotliwość pojawiania się nazwisk rodzinnych wskazujących na pokrewieństwo z ową grupa 250 rodzin, które w siedemnastym wieku i na początku wieku osiemnastego przeniosły się z Perche do Nowej Francji. Nazwiska te są wyjątkowo często spotykane tak na terenie dzisiejszego Quebeku, jak i w innych częściach Kanady, jak również w Stanach Zjednoczonych.

Boucher, Brunet, Gagnon, Giffard, Maheu, Paradis, Rivard, Tremblay i Turgeon to potomkowie rodzin przybyłych na kontynent właśnie z niewielkiego rejonu, gdzie o wyprawie przypominają cztery kościelne witraże. Nawet dzisiejsza polityka quebecka, chociaż nie wspomina o tradycjach Perche, nawiązuje do tej skromnej fali imigrantów. Potomkiem przybyszów z Perche był były separatystyczny premier prowincji Bernard Landry.