Urodził się i wychował w ontaryjskim Port Hope. Naprawdę nazywał się William Leonard Hunt. Ale czyż z tak prozaicznym nazwiskiem można zawładnąć wyobraźnią cyrkowego świata dziewiętnastowiecznej Ameryki i Europy? Czy, jako William Hunt, uda się komuś podbić serca szeregu pięknych kobiet? Czy tak zwyczajnie brzmiące anglosaskie nazwisko będzie wyglądać efektownie na cyrkowym afiszu? Oczywiście, że nie. Dlatego też ontaryjski akrobata, Don Juan i szaławiła, podróżnik, impresario cyrkowy i botanik William Hunt w kronikach figuruje jako Signor Guillermo Antonio Farini – co prawdopodobnie ułatwiło mu długą i barwną karierę na obu kontynentach.

Początkiem tej kariery był rok 1860. Nad wodospadem Niagary przechadzał się po linie słynny Francuz Charles Blondin. Akrobatyczne wyczyny nad przepastnym kanionem Niagary (bo nie nad samym wodospadem; wbrew potocznym opiniom, Blondin przekraczał rzekę w odległości ponad 1 kilometra od katarakty) zapewniły Francuzowi nieśmiertelną jak się okazało sławę. Do dzisiaj chodzenie po linie nad największym wodospadem świata nieodparcie kojarzy się z nazwiskiem Blondina. Tymczasem, w tłumie przyglądającym się wyczynom Francuza latem 1860 roku był też młody Kanadyjczyk, Hunt. „Potrafię powtórzyć każdy wyczyn Blondina” – stwierdził dumnie. Po czym spokojnie dotrzymał danego słowa.

Lista akrobatycznych wyczynów Fariniego nad Niagarą jest nawet dzisiaj imponująca. Przejść po linie na drugą stronę to drobiazg. Farini uatrakcyjnia kolejne pokazy. W połowie drogi w poprzek rzeki zatrzymuje się, wiąże drugą linę do tej rozciągniętej przez rzekę i schodzi w dół około 70 metrów na pokład statku. Tam odpoczął, wypił szampana i ponownie wspiął się po pionowej linie, dotarł do swego „szlaku” przez Niagarę i dokończył przejście na drugi brzeg. Po dziesięciu minutach odpoczynku, wrócił na kanadyjski brzeg – tym razem z zawiązanymi oczyma i mając dwa duże koszyki na stopach, zamiast butów. Charles Blondin nie odważył się skopiować wyczynu Kanadyjczyka.

Lato 1860 roku dwaj akrobaci spędzili na wzajemnym prześciganiu się w utrudnieniach zapierających dech w piersiach tłumom oglądającym akrobatyczne wyczyny. Obaj byli mistrzami w swym „fachu”, lecz tylko sława Francuza okazała się nieśmiertelna – o Farinim nikt już dzisiaj nie pamięta, chociaż bezstronna analiza ich wyczynów każe stwierdzić, że był on lepszym, sprawniejszym i bardziej odważnym akrobatą. Był też lepszym biznesmenem, potrafił lepiej zorganizować swe pokazy i wyciągnąć z nich więcej finansowych korzyści. Farini, cyrkowy artysta, nigdy nie stracił z oczu nadrzędnego celu swych wyczynów – zarobku. Gdy zaczynał swą karierę, zbulwersowana wyborem dokonanym przez młodego człowieka rodzina dosłownie wyklęła go ze swego grona. Wszak porzucił studia medyczne i szacowną karierę lekarza dla glorii cyrkowego akrobaty. Oburzony wyczynami Fariniego ojciec wybaczył mu dopiero wówczas, gdy oszałamiające zarobki pozwoliły synowi na kupno rodzicom wymarzonej farmy.

Signor Guillermo Antonio Farini był jednak nie tylko wybitnie uzdolnionym akrobatą i świetnym przedsiębiorcą. Młody, przystojny, wysportowany – był też niepoprawnym uwodzicielem. Oszałamiał kobiety swą brawurą, z fantazją uczestniczył w licznych balach wydawanych na jego cześć. W swych pamiętnikach pisze o licznych swych podbojach – nie podając (wszak to epoka wiktoriańska) dokładniejszych szczegółów, ale pozwalając czytelnikowi na sensacyjne domysły. Opisy kilku z tych romansów brzmią dzisiaj jak fragmenty co bardziej nieprawdopodobnie sentymentalnych powieści, jakimi karmił się w drugiej połowie XIX wieku elegancki świat Ameryki. I tak już miało pozostać na lata.

Wyczyny nad Niagarą były bowiem dopiero początkiem barwnej kariery młodego człowieka z Port Hope. Potem przyszły występy w krajach Ameryki Łacińskiej, w Londynie, gdzie występował z adoptowanym chłopcem o scenicznym imieniu El Nino. Z niewielką trupą cyrkową pojawił się w Paryżu, Kairze, nad Morzem Czarnym. Signor Farini jako pierwszy z cyrkowych przedsiębiorców wymyślił „ludzką armatę”, z której wystrzeliwał El Nino nad areną.

Na cyrku nie kończyły się jednak zainteresowania tego niezwykłego człowieka. Fascynowało go też… ogrodnictwo. Zorganizował ekspedycję na afrykańską pustynię Kalahari (którą jako pierwszy biały człowiek pokonał na piechotę), a rezultaty jego badań wywołały spore zainteresowanie ówczesnego świata naukowego. Stąd też przywiózł nasiona egzotycznych roślin, a ich wyhodowanie owocowało dla cyrkowego akrobaty członkostwem Królewskiego Towarzystwa Botanicznego.

Można by sądzić, iż taki człowiek jak Farini poszuka sobie partnerki życia wśród podobnych jemu artystek cyrkowych. Ale nie – jego żoną została arystokratyczna panna z dworu niemieckiego Kaisera, uzdolniona pianistka, uczennica samego Franciszka Liszta, siostrzenica Richarda Wagnera. Obok afiszy cyrkowych i napisanych przez Fariniego książek o hodowli begonii, w jego domu na półce leżały patenty wynalazków, zatwierdzone przez ontaryjski urząd patentowy. Po powrocie z szerokiego świata do rodzinnego Ontario, gdzie pani Farini uczyła muzyki, były akrobata i impresario zajął się malarstwem i też wykazał w tej dziedzinie pewne uzdolnienia, zdobywając nawet nagrodę na ogólnokanadyjskiej wystawie. Okres I wojny światowej spędził w Niemczech, gdzie napisał kolejną książkę – tym razem historię działań wojennych z perspektywy państw centralnych.

Wreszcie, w latach dwudziestych, wrócił do rodzinnego Port Hope. Jeszcze jako osiemdziesięcioletni starzec zadziwiał sprawnością fizyczną i wytrzymałością. Zmarł w wieku 91 lat – samotny, zapomniany, otoczony pamiątkami z długiego, burzliwego, pełnego niekonwencjonalnych wyczynów życia.